Trener i jego rola w budowaniu mentalności zawodników

Kluczem do osiągania sukcesów przez zawodników jest trener. I nie chodzi tu tylko o jego umiejętności nauczenia techniki, taktyki, czy przygotowania fizycznego. Na poziomie mistrzowskim zatrudnia się specjalistów od przygotowania fizycznego, specjalistów od elementów technicznych, czy też psychologów (jak np. Adam Małysz) natomiast trener (w angielskim jest to coach, w odróżnieniu od trainer – jako specjalistę od samych umiejętności) odpowiada za zebranie tego w całość i przygotowanie taktyczne i tzw. mentalne.

Przygotowanie mentalne w takim przypadku nie jest zupełnie niezależnym procesem. Ono dzieje się w każdej chwili, w każdym kontakcie z zawodnikiem. Trener swoim zachowaniem, słowami, czy też codzienną postawą daje zawodnikowi sygnały w co tak naprawdę wierzy, a przez to niejako „programuje” zawodników. Są trenerzy dobrzy do zbudowania dobrego zespołu, ale nie mistrzowskiego, inni znowu mają dar do budowania zespołów mistrzowskich. Decydują o tym ich świadome i nieświadome przekonania dotyczące sposobu spostrzegania i funkcjonowania świata. Nie muszą mówione, gdyż przekonania nawet nie wypowiedziane działają na zawodników. Działają, ale nie zmienią wszystkiego. Jest pewien poziom, zapisany w głębokich strukturach zawodników, do których nie da się dotrzeć trenerowi. A to one przejmują dowodzenie w sytuacjach trudnych.

Doskonale to było widać po ostatnim meczu grupowym Polaków w piłce siatkowej na IO z Australią, gdzie nasi znowu w tym meczu wrócili do starych zachowań. Mając pierwsze miejsce w grupie na wyciągnięcie ręki, trzy tygodnie wcześniej wygrywając w cuglach Ligę Światową i grając z wcale nie najmocniejszym przeciwnikiem ostatecznie przegrali w słabym stylu. Grali o to, aby nie przegrać, zaś Australijczycy grali o zwycięstwo. Widać to było w każdym ich ataku, determinacji w obronie i spokoju w trudnych sytuacjach. Natomiast każdy z naszych zawodników był w swoim świecie myśli, emocji, w głębokich strukturach, w których nie potrafili odnaleźć swojego rytmu i nawet nie byli w stanie wysłuchać trenera. Brak było luzu, uśmiechu, koncentracji. To pokazuje, że trener nie zmieni wszystkiego w zawodnikach. Anastazi obejmując drużynę pokazał zawodnikom wizję zespołu, dobrał zespół trenerski, w słowach i działaniach wyrażał wiarę w zawodników był konsekwentny i przez jakiś czas to działało. Zbudowała się mentalna moc i wydawała się być trwała. Niestety, jak pokazują występy na IO, nie zmienił kluczowych i głębokich postaw wynikających z tego co się dzieje w zawodnikach głęboko w nich samych, których to procesów często sami nawet nie są świadomi.

W tym wszystkich wiadomość dobra jest taka, że postawę i mentalność można zmienić w zawodnikach na trwałe, aby do takich sytuacji nie dochodziło, a jeśli będzie jakieś wahnięcie, to szybko wrócą do swojej najlepszej wersji. To jest już praca indywidualna, gdyż w każdym z zawodników głębokie struktury przekonań są inne i wymagają innego podejścia, wiedzy i procesów pracy z częścią nieświadomą, a które to wykraczają też poza wiedzę psychologiczną. Jednak kiedy w zawodnikach te struktury zmienią się, to wraz z tym co daje swoją postawą trener można budować drużynę sięgająca po zwycięstwa i nie obawiającą się sukcesu. Życzę naszym powodzenia, gdyż dalej mają możliwość zdobycia medalu, ale teraz już będzie zdecydowanie ciężej. Ale może nasi muszą mieć trudniej, aby się koncentrować?

Tutaj kolejny przykład jak to „łatwiej” może utrudnić bądź też uniemożliwić sukces, tym razem z ciężarów. Nasz Marcin Dołęga (w wadze 105 kg), rozpoczął od rozgrzewkowych (jak dla niego) 190 kg i żadnej z trzech prób nie zaliczył. Wcześniej z zawodów wycofało się co najmniej 3 kandydatów do medalu. Na mniejszej wysokości odpadł kolejny (nie zaliczając żadnej próby). Komentatorzy już widzieli złoty medal na szyi Marcina, gdyż rwanie rozpoczynał od ciężaru największego ze wszystkich uczestników, jednak ten „rozgrzewkowy” ciężar pokonał go. To co zauważyłem, to że Marcin był myślami gdzieś indziej. Tak jakby był już przy innych wysokościach, albo też w innym miejscu. Dostrzegłem to zaraz po tym jak wszedł na pomost za pierwszym razem. Aż coś mnie ścisnęło w żołądku. Długo się koncentrował przy samej sztandze, ale nie udało się uzyskać potrzebnej koncentracji i wyciszenia. I po trzeciej próbie wyglądało jakby miał pretensje do sztangi. Dla mnie to oznacza, że nie był „w strefie” – ani w sobie, ani zestrojony z otoczeniem i samą sztangą. Bardzo mi szkoda Marcina, bo pokazał już na poprzednich igrzyskach, że potrafi walczyć z trudnościami. Chciał mieć złoty medal (dla rodziny, dla jej przyszłego bytu), był wreszcie zdrowy, wszystko się pięknie układało tuż przed zawodami i być może to go wybiło i zdekoncentrowało. Nie był przygotowany na „łatwą” drogę.

Inne podejście a dzięki temu i sukces osiągnął nasz złoty sztangista – Adrian Zieliński. On przyjechał na Igrzyska z nastawieniem, że może przegrać, że może też zdobyć medal. Miał w sobie jednocześnie odpowiednią pokorę, jak i waleczność dzięki czemu był wewnętrznie przygotowany na różne warianty, a to spowodowało że w tej sytuacji sięgnął po maxa. To że potrafi się odpowiednio koncentrować świadczy to że przed MŚ w 2010 roku na 6 tys. prób ciężar spadł mu zaledwie sześć razy. A od grudnia, do momentu kiedy zaczęło go boleć kolano nie spadł mu żaden ciężar na kilka tysięcy prób. Jak dla mnie jest to niesamowite.

I aby na koniec zakończyć jeszcze bardziej pozytywnie to niewątpliwie trzeba tu powiedzieć o Tomaszu Majewskim naszym kulomiocie. Konkurs wygrał głową. Lepsze wyniki od niego w tym roku miało kilku zawodników, ale od początku do końca konkursu pchnięcia kulą był „w strefie”. Odciął się od świata zewnętrznego i skupił się na sobie, na kolejnym pchnięciu, poprawiając swoje wyniki 4 razy. Dopiero przed ostatnią próbą, kiedy już wiedział że jest mistrzem olimpijskim, odetchnął ale nie stracił koncentracji i uzyskał w ostatniej próbie najlepszy swój wynik na igrzyskach. Niewątpliwie pomaga mu w tym wszystkim filozoficzne podejście do życia. Wie że chce, ma motywację, a jednocześnie potrafi mieć do tego wszystkiego zdrowy dystans jak i umiejętność uspokojenia siebie w najważniejszych momentach. Jak sam powiedział, pomógł mu w tym zimny prysznic na ostatnich MŚ w Daegu. A złoto z Londynu pozwoliło mu wejść do panteonu polskich olimpijczyków, którzy obronili złoto olimpijskie. Zatem te dwa ostatnie przykłady pokazują, że można. Ale też, że jest to raczej wyjątek niż reguła.