Radość jako źrodło mocy w mentalności sportowca

Po dłuższej przerwie, pojawiły się kolejne przypadki tego, jak to o czym wspomniałem ostatnim razem, sprawdza się w rzeczywistości – czyli jak radość z gry wpływa na wyniki. Tutaj pojawiają się trzy przykłady: Polonia Warszawa w piłce nożnej, AZS Politechnika Warszawa w siatkówce i Jerzy Janowicz w tenisie.

Biorąc po kolei: Polonia Warszawa, zespół który w zasadzie pod koniec ubiegłego sezonu przestał istnieć. Zawodnicy nie mieli treningów, nie wiedzieli czy i ewentualnie gdzie będą grać (była opcja gry na Śląsku), część z nich zmieniła kluby. Rozstrzygnięcia tego wszystkiego przesuwało się to tak długo, że dopiero tuż przed ligą wszystko stało się wiadome. Pojawił się nowy inwestor, trener. Zespół, który nie przeszedł pełnego cyklu przygotowawczego, teraz po 11 kolejkach zajmuje 2 miejsce mając tylko punkt straty do prowadzącej Legii i mając zdobyte 23 bramki – tylko dwie mniej od Legii. Zespół, który nie został wzmocniony, który teoretycznie nie był przygotowany jest rewelacją rundy jesiennej grając widowiskowy i skuteczny futbol. Jeden z najlepszych obecnie w polskiej lidze. Zeszła presja wyników a także ciągła niepewność co do ruchów właściciela dotyczących samych zawodników i zmian trenerów. Mimo iż zespół, jest teraz słabszy kadrowo niż w zeszłym sezonie a klub zalega z płatnościami to zawodnicy potrafią to odłożyć na bok i grają nie mając nic do stracenia. Dzięki temu grają najlepsze mecze od wielu lat, mając radość z gry i tym samym dostarczają ją także kibicom.

Drugim przykładem jest AZS Politechnika Warszawa grająca w Pluslidze siatkówki męskiej. Klub, który od lat bardziej walczy o dopięcie budżetów i o utrzymanie niż o najwyższe miejsca. Jeszcze dwa lata temu miał w składzie reprezentantów Polski (Bartman, Kubiak), teraz w składzie nie ma aktualnych reprezentantów Polski. Zmienił się trener, przyszedł nowy rozgrywający, nastąpiło kilka innych zmian i zespół gra jak nigdy. Zajmuje teraz 2 miejsce, pokonując po drodze Jastrzębski Węgiel, Delectę Bydgoszcz czyli zespoły teoretycznie znacznie silniejsze. To co ważne to że szybko rozprawia się z zespołami słabszymi. Z punktu widzenia logiki nic nie wskazywało, na to że będzie inaczej niż w zeszłym sezonie. A różnica jest kolosalna. W tym klubie zawodnicy także nie mają wielkich kontraktów, nie są wybitni na swoich pozycjach, a jednocześnie grając ze sobą dodają coś nowego co pozwala im teraz zajmować drugie miejsce i grać ciekawą, emocjonującą siatkówkę.

W obu zespołach kluczem są na pewno trenerzy. Można powiedzieć, że trener sam w sobie nie zbuduje dobrej atmosfery, ale na pewno potrafi ją zepsuć. Trener Politechniki Kuba Bednaruk, jeszcze niedawno czynny zawodnik, objął zespół w tym sezonie i po raz pierwszy w karierze samodzielnie prowadzi zespół. Z wypowiedzi w mediach widać, że sam przedstawia postawę, która daje zawodnikom przestrzeń i pozwala w nich wyzwolić radość z gry. Ten zespół się ma radość z gry, a w tej radości jednocześnie widać koncentrację i gotowość podejmowania ryzyka. Bo grają nie mając nic do stracenia, a wtedy ciało jest bardziej rozluźnione a przez to szybsze i silniejsze. Niepotrzebne myśli w głowie nie blokują naturalnych, latami ćwiczonych odruchów. Nie ma zbytniej kalkulacji, intelektualnego wyrachowania. Liczy się sama gra, to co się dzieje w danym momencie. I to przynosi efekty. To samo dotyczy Polonii Warszawa. Trener Polonii Piotr Stokowiec, ma wizję futbolu na tak i potrafi ją zaszczepić zawodnikom. Na tym poziomie rozgrywek nie można powiedzieć, że nie ma stresu. Bo ten zawsze jest i z tym każdy zawodnik i trener musi sobie radzić. Wystarczy, że nie ma zbędnej pozaboiskowej presji, niepewności, a jest także coś co z grupy zawodników tworzy zespół – wspólny cel.

Teraz pozostał jeszcze jeden przykład, tym razem indywidualny – Jerzy Janowicz. Gorący medialnie temat od dwóch tygodni Zawodnik, który wystrzelił zjawiskowo. W jednym turnieju przekroczył wszystkie swoje oczekiwania, a także oczekiwania fachowców i fanów. Zawodnik, którego kariera to ciągły balans pomiędzy chęciami i potencjałem fizycznym a finansami, które w głównym stopniu decydowały o tym, gdzie i z kim będzie grał. Mimo tych wszystkich trudności, pojechał do Paryża marząc jedynie o tym aby się przebić do turnieju głównego! To co zrobił i w jakim stylu to zrobił, wprawiło cały tenisowy świat w zdumienie. Grał z radością, fantazją. Przeżywał ogromne emocje, ale te właśnie zamiast go osłabiać, tak naprawdę dawały mu napęd. Przekroczył kilka poziomów własnych ograniczeń. Wszystko dlatego, że tenis dla niego nie był sposobem na zarabianie (bo do tej pory więcej zainwestował niż zarobił), tylko tym co daje mu radość i jest dla niego pasją. W ostatnim, finałowym meczu było widać, że przeżycia kilku ostatnich dni, niewyspanie, niedojadanie, spowodowały, że gdzieś w środku pojawiło się napięcie, które częściowo wynikało chyba także z chęci wygrania tego meczu.

Patrząc na te wszystkie przypadku, trzeba zwrócić uwagę, że radość pojawiła się mimo ogromnych trudności finansowych, niepewności co do dalszych losu zespołów czy też własnej kariery. Kiedy trudności się piętrzą ale pozostaje wiara i determinacja, to po przekroczeniu pewnej granicy wszystko odpada i pojawia się to co najważniejsze: chęć i gotowość do gry i cieszenia się z niej. Bo w tak trudnych sytuacjach tylko to pozostaje. Grać z radością dziecka, dla którego przeszłość nie istnieje, a przyszłością się nie przejmuje – jest tu tu i teraz. I ta chęć doświadczania radości, pomimo wszystkich trudności, pozwala osiągać ponadprzeciętne wyniki, albo też może tylko wyniki na miarę własnego potencjału. To pokazuje jak duży potencjał jest ukryty w różnych aspektach osobowości i doświadczeń. Znam to uczucie także z własnych przeżyć

Ciekawe jak te warszawskie zespoły będą grać w końcówce sezonu, a także jak Jerzy Janowicz poradzi sobie na początku przyszłego sezonu. Tutaj można tylko wróżyć, bo jest tak wiele czynników, które mogą spowodować zmiany w systemie jakim jest każdy zespół, czy też zawodnik, że wszelkiego rodzaju kalkulacje czy nawet prognozy nie mają większego sensu.