Polskie siatkarki przegrały z presją i stresem

5-go stycznia nasza żeńska reprezentacja w siatkówce rozgrywała z Belgią ostatni mecz turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw świata, mecz decydujący o awansie. I to rzeczywiście był mecz ostatni, bo na MŚ nasze zawodniczki już nie pojadą.

Trudno rozpatrywać cały kontekst sytuacji, powszechne ruszenie, zaangażowanie wielu najbardziej doświadczonych i ogranych zawodniczek (m.in. M. Glinka, K. Skowrońska-Dolata, I. Bełcik), krótki czas przygotowań i brak wspólnego grania, bo jest wiele elementów i niuansów znanych tylko trenerowi i drużynie. Dlatego skupię się na tym co można było zaobserwować w zachowaniu zawodniczek w trakcie gry i to co mogło się dziać w ich głowach.

Słowo „presja” lub „stres”  chyba najbardziej pasują. Presja wewnętrzna, że my ten mecz powinnyśmy lub musimy wygrać, powodowała że zamiast skupiać się na elementach gry, cały czas przed oczami był ten Ważny Cel i tak, jak domniemuję, kołatały się myśli rodzaju „tego nie możemy przegrać”, „co to będzie, gdy przegramy?”, które powodowały, że w ciele występowały oznaki stresu i zawodniczki nie mogły grać tego co potrafią pokazać na co dzień. Było to widać w kuriozalnych przypadkach, kiedy piłka wpada między nasze trzy zawodniczki, czy przy prostym rozegraniu na skrzydło, kiedy dograna piłka została wystawiona za antenkę i za siatkę. Tak samo, bijąc się z myślami, nie mając spokoju w głowie, trudno skutecznie blokować, bo blok jest tym elementem, który wymaga pewnego rytmu, wyczucia intencji atakującego, a to jest możliwe tylko wtedy kiedy w głowie i w ciele panuje spokój.

Stres czy odczuwana presja nie są czynnikiem zewnętrznym, gdyż odczuwane są zawsze indywidualnie. To co jedne osoby może stresować, inne może niemalże rozluźniać. Jest to odpowiedź ciała na pewien bodziec zewnętrzny (stres) lub też na to, co sama sobie robi w głowie zawodniczka (presja). Badania, które zrobił Paweł Habrat, psycholog sportowy wśród polskich piłkarzy wykazały, że „…największym problemem jest presja własnych oczekiwań. Zawodnicy sami sobie stwarzają problem i często wychodzą na boisko nie po to, aby zagrać dobry mecz i wygrać, ale po to, by uniknąć kompromitacji i nie przegrać. Efekt jest potem taki, że każde nieudane zagranie na boisku przeradza się w głowie w duży problem zawodnika. To z pewnością jeden z najważniejszych czynników, które utrudniają pokazanie umiejętności w trakcie spotkania.” (za http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/habrat-problemem-naszych-pilkarzy-sa-ich-wlasne-oczekiwania/5emdj).

Mam głębokie przekonanie, że gdyby nasz zespół zebrał się w takim samym składzie, z formą, którą prezentują zawodniczki na ligowych parkietach i zagrał z luzem, radością gry i prawdziwie wewnętrznym spokojem, to może przegrałby pierwszego seta (z powodu braku zgrania), ale kolejne padłyby już łupem naszych zawodniczek, bo z czasem spokojnie, uczyłyby się i adaptowałyby się indywidualnie i zespołowo do stylu gry Belgijek, wykorzystując posiadane wieloletnie doświadczenie oraz intuicję i czucie gry. Miałyby też, co oczywiste, więcej wyczucia w bloku, a wtedy atakujące Belgijki, nie miałyby już takiego poczucia swobody, przez co zdobyłyby więcej kilka punktów. A już na pewno pod koniec meczu nie wpadałyby proste piłki w boisku.

Tak więc własna presja, stres związany z oczekiwaniami kibiców, związku, spowodowały, że to był chyba najgorszy mecz w wykonaniu naszej reprezentacji jaki widziałem w ostatnich latach. Mecz, który został przegrany w głowie niemalże każdej z siatkarek. W każdej w głowie, na swój sposób, zostały uruchomione podobnego rodzaju myśli, które spowodowały taki efekt. I jedynie co, to każda z zawodniczek, może to w sobie, indywidualnie, w zgodzie z sobą przepracować i zmienić.

Dariusz Szostek