Moc mentalności sportowca

W stereotypie sportowca istniejącym w naszym społeczeństwie liczy się głównie fizyczna siła, motoryka, technika, a nie wewnętrzna moc, której źródłem może być także Bóg.

Nawiązując krótko do ostatniego komentarza rw. Mówiąc o programowaniu przez trenera miałem na myśli to czym on „promieniuje” na zewnątrz i co jest odbierane przez innych na poziomie podświadomym. To nie odbywa się poprzez słowa, ale poprzez całą postawę życiową trenera, jego przekonań i wizji świata. To „promieniowanie” dzieje się nieświadomie, niezależnie od tego czy chcemy czy nie i inne osoby odbierają to. Nie wiemy dlaczego, ale przecież w towarzystwie niektórych osób czujemy się po prostu lepiej, dobrze nas nastrajają nawet bez słów, a jest to wyrazem tego czym sami promieniują.

Czym innym natomiast jest świadome używanie NLP, bo ono może zmienić sposoby myślenia i tym samym pomóc w osiąganiu lepszych wyników. Był taki koszykarz Leszek Karwowski, który pod koniec kariery zaczął grać najlepsze mecze w życiu właśnie dzięki NLP. Świadome używanie NLP nie zmieni wszystkiego, bo wiele kluczowych rzeczy ukrytych jest na poziomie nieświadomym a to często może być przeszkodą do mistrzostwa.

Samo mistrzostwo dotyczy już czegoś więcej i odniosę się tu do wypowiedzi Grega, piszącego o Bogu i pytającego o Boga w kontekście sportu. Tak, zgadza się, że Bóg może być jednym ze źródeł mocy dla zawodnika z kilku powodów – to że można mu oddać troski, problemy, stresy z drugiej strony oddając się czemuś większemu znika nasze ego i chęć bronienia go, dzięki czemu uzyskuje się dodatkową energię, skupienie, spokój, który sprawia, że sportowiec jest cały czas w strefie.

I jedynie co warto doprecyzować, że nie chodzi tu o żadną konkretną religię, przykazania, tylko o głęboką wiarę w Boga, jako czegoś większego od nas, czegoś co nas przekracza. Znam osobiście przykład sportowca, reprezentanta Polski, który ma dar i talent i którego wiara daje mu to coś w grze, to że jest reprezentantem Polski, ale jednocześnie pewne przykazania, przekonania wynikające z wyznawanej religii, powodują że się zatrzymał w rozwoju, nie dając sobie szansy na przekroczenie swoich granic aby być jeszcze lepszym. Zatem pamiętajmy, że wiara i religia nie są tożsame. Pierwsza daje moc, druga przykazania czyli pewne przekonania. A w przypadku Messiego śmiem twierdzić że jest to głęboka, nie dogmatyczna wiara, która daje mu dodatkową moc. Wiara chrześcijańska w Ameryce Południowej jest inna niż ta w Europie. Tam społecznym, oczekiwanym zjawiskiem związanym z wiarą są różne cuda, uzdrowienia. No i Messi jest tego przykładem – czyni cuda na boisku.

Innym źródłem mocy może być ktoś lub coś dla nas ważnego– rodzina, kraj, czy chociażby ktoś zmarły. Widać to było na IO w Londynie u naszej młociarki – Anity Włodarczyk. Od początku ten konkurs dedykowała swojej przyjaciółce zmarłej trzy lata temu Kamili Skolimowskiej. Używała jej rękawiczek, butów. Oddała się czemuś większemu, zaniknęło jej ego, więc mogła była skoncentrowana, jednocześnie rozluźniona i połączona z czymś większym co dawało jej moc. Była ponad ten cały rozgardiasz, stres, myśli o przeciwniczkach, o wynikach. A wyniki jak widać przyszły.

Niektórzy sportowcy kilka dni po śmierci kogoś ważnego dla nich, jeszcze w bólu po stracie, potrafią rozegrać doskonałe zawody, inni znowu wtedy tracą moc i nic nie osiągają.

Najprostszym źródłem mocy jest zwykła radość z gry, z uczestnictwa w zawodach. Ta radość rozluźnia mięśnie i umysł, stres nie ma dostępu, bo czy ktoś kiedyś widział radujące się dzieci i jednocześnie zestresowane? Radość wyzwala potencjał, włącza kreatywność, lekkość. Takim przykładem jest Robert Lewandowski. On przekroczył polską mentalność i cieszy się grą i piłką nożną, odkładając na bok pieniądze. One dla niego są efektem ubocznym radości z gry, a nie celem samym w sobie. Innym przykładem mocy związanej z radością gry jest Barcelona. Oglądając pierwszy mecz o superpuchar z Realem Madryt, trudno się było pozbyć wrażenia, że Barcelona się bawiła. Bawiła się do końca. Ale kiedy straciła niespodziewanie pierwszego gola wyrównała już w pierwszej akcji po wznowieniu ze środka boiska. I gdyby nie bramkarz Valdes, który chciał się pobawić tak jak zawodnicy z pola, Barcelona wygrałaby 3:1 a przecież miała jeszcze mnóstwo szans na zdobycie kolejnych bramek. Taki futbol przyciąga, oczarowuje i zadziwia. Jest w tym niesamowita kreatywność, fantazja i piękno. To co z piłką robił Iniesta przekraczało granice wyobraźni kibiców jak i nawet zawodników Realu. Radość gry Barcelony dająca moc tworzenia czegoś pięknego

To co na pewno nie daje mocy to pieniądze i chęć wygrywania z przeciwnikiem. Jeśli jesteśmy podłączeni do mocy, to zwycięstwo jest elementem ubocznym, a nie celem samym w sobie. Doskonale to było widać na IO w Londynie po Niemcu w walce o złoto w pchnięciu kulą z Tomaszem Majewskim. Kiedy Tomasz w trzecim rzucie wyprzedził go o centymetr, Niemiec spalił kolejne dwie próby. Za bardzo chciał wygrać, myślał o zwycięstwie, o tym jednym centymetrze, odległości tak niewielkiej, co go spięło i wypadał z koła.. Natomiast Tomasz Majewski, jak już pisałem, nauczony doświadczeniem podszedł do tego inaczej. On nie rywalizował z innymi. On „rywalizował” z samym sobą i na samym sobie, na swoim świecie się skupiał.

Zatem podsumowując ogólnie moc polskich sportowców można tylko zauważyć, że nie osiągamy wielu sukcesów, bo w mentalności polskich sportowców liczą się głównie pieniądze. Najlepiej to widać po piłce nożnej. Tych kilka przykładów, jak Robert Lewandowski czy Adam Małysz, jest dopiero ziarnem zasianym na gruncie mentalności zwycięzcy.

A jeśli chodzi o moc związaną z Bogiem, to generalnie naród polski jest religijny, ale nie ma w nim tej wiary, prawdziwego oddania się Bogu, które mogłoby, także u sportowców, powodować uzyskanie źródła mocy potrzebnego do zwycięstw i mistrzostwa. Oddania się czemuś większemu, co ich przekracza, co jest piorunochronem dla stresów, trudnych sytuacji i temu co jednocześnie jest źródłem mocy.

W stereotypie sportowca istniejącym w naszym społeczeństwie liczy się głównie fizyczna siła, motoryka, technika, a nie wewnętrzna moc której źródłem może być także Bóg.

Pocieszające jest że pojawiają się trenerzy nowej generacji, którzy dostrzegają, że siła fizyczna i technika to nie wszystko. Że sportowiec nie jest maszyną i na jego formę sportową wpływają różne subtelne rzeczy takie jak wiara, problemy rodzinne, światopoglądowe, to co się dzieje głęboko w nim samym, poza jego świadomością.

Przykładem na ostatni punkt jest Tomasz Byrt, młody skoczek, drużynowy wicemistrz świata juniorów, nadzieja polskich skoków, z którym czytałem wywiad w piątkowej Gazecie Wyborczej (24.08.2012). On sam nie wie dlaczego nie trenuje od kilku miesięcy. Wie że zawiódł trenera Roberta Mateję, ale jeszcze nie wie czy i kiedy wróci. Z logicznego punktu widzenia jest to niezrozumiałe. Dla mnie jest to oznaka głębokich procesów, które w nim zachodzą, które są silniejsze od jego silnej woli i dzieją się w głębi jego nieświadomości. Z doświadczenie wiem, że w takich sytuacjach można coś zrobić, aby te procesy zniknęły, czy przestały tak oddziaływać i że nie odbywa się to na poziomie logiki rozumu czy silnej woli. To może być też spuścizna naszej narodowej historii, z którą jest związana także nasza obecna społeczna mentalność, której częścią jest mentalność sportowców.

To co ważne, to umieć dostrzegać te przypadki, które przekraczają stereotypy, dają przykład innym i zmieniają społeczne spostrzeganie. Nic lepiej nie działa niż przekonanie się, że coś można zrobić czy zmienić. Świetnym przykładem na to są np. rekordy sportowe. Kiedy pada rekord i jest przekraczana jakaś granica (np. w lekkiej atletyce), potem szybko okazuje się, że wiele osób może ją przekroczyć, bo w świadomości społecznej pojawia się już informacja/znak „Tam już nie ma granicy” i to samo z siebie zmienia już świadomość i przekonania innych ludzi – w tym przypadku sportowców. Ale najważniejszy jest ten pierwszy, który przekracza granicę, bo musi mieć w sobie wewnętrzną moc, która nie jest związana z pieniędzmi czy rywalizacją z innymi. Zatem warto zadbać o swoją moc, poszukać jej źródeł, by przekroczyć dla samego siebie granice, które związane są naszym dziedzictwem rodzinnym i społecznym i doświadczać innego życia, zadziwiać siebie swoim postępowaniem i wynikami sportowymi.